Witaj w świecie wychowywania nastoletniej córki!

Jak widzisz, jest to zadanie bardziej żmudne, frustrujące i wyczerpujące, niż sobie wyobrażałaś. Gdzie popełniłaś błąd? Wykazywałaś otwartość, nie stroniłaś od okazywania uczuć, byłaś szczera i konsekwentnie wspierałaś swoją córkę. Wiedziała, że może zwrócić się do ciebie z każdym pytaniem, problemem czy zmartwieniem, a ty udzielisz jej spokojnej odpowiedzi, nie osądzając i nie traktując protekcjonalnie. Taka strategia miała zapewnić budowanie silnej, bliskiej, opartej na zaufaniu więzi miedzy matką a córką i jeśli dopisało ci szczęście, plan rzeczywiście wypalił – przynajmniej w pierwszej dekadzie jej życia. Wraz z nadejściem okresu dojrzewania pojawiły się jednak nieprzewidywalne nastroje, silne emocje, napady złości, jakich nie widywałaś, odkąd córka ukończyła dwa latka, oraz tendencja do najeżania się i obrażania z byle powodu. Terry, matka czternastolatki, zrelacjonowała klasyczny przykład takiego zachowania: „Odwoziłam córkę na kurs przygotowawczy do liceum. Siedziałyśmy sobie spokojnie w – jak mi się wydawało — przyjacielskim milczeniu, gdy córka ni z tego ni z owego wystraszyła mnie, mówiąc: »Bądź cicho, mamo!« A przecież nie odezwałam się ani jednym słowem!”.

W mgnieniu oka wszystko się między wami zmieniło

Pogaduszki, trzymanie się za ręce na spacerach i dochowywanie tajemnic odeszły w przeszłość, zastąpione przez trzaskanie drzwiami, pełne irytacji westchnienia, chmurne nastroje i niegrzeczne uwagi. Pozostały szeptane zwierzenia, teraz jednak zarezerwowane wyłącznie dla przyjaciółek. Wystarczy, że znajdziesz się w pobliżu, a szepty gwałtownie się urywają, ustępując miejsca przewracaniu oczami. Twoja obecność jest wyraźnie niepożądana; jesteś wykluczona z sanktuarium dojrzewania. Jeśli twoja córka nie obwinia cię otwarcie o rujnowanie jej życia, to przynajmniej cię unika, wrzeszczy na ciebie albo żąda, byś nie wchodziła do jej pokoju i pilnowała własnych spraw. Stałaś się boleśnie świadoma faktu, że każdy twój gest ją „drażni”. Nie tak wyobrażałaś sobie idealne relacje między matką a córką. Oto,’jak opisała sytuację Mary-Jo, matka piętnastoletniej Jeannie: „Cały czas chodzę koło niej na palcach. Wszystko, co robię, jest »śmieszne«, cokolwiek powiem, jest nie tak. Nawet nie lubię już przebywać w towarzystwie własnej córki, zwłaszcza kiedy zaprasza do siebie przyjaciół. Wzdycha z obrzydzeniem za każdym razem, kiedy choćby otworzę usta, a jeśli odważę się zadać któremuś z jej znajomych proste pytanie, zabija mnie wzrokiem! Niby jestem dorosła, a boję się odezwać słowem”.

Matki obawiają się okresu dojrzewania swoich córek?

Jak większość matek nastoletnich (lub prawie nastoletnich) dziewcząt, pewnie zachodzisz w głowę, jak to się stało, że relacje z córką nagle tak bardzo się skomplikowały. Jakim cudem najprostsze, najbardziej prozaiczne sytuacje zaczęły wywoływać tak duże emocje? Kędy ty i twoja córka przestałyście patrzeć na świat przez ten sam obiektyw? I, co najistotniejsze, gdzie się podziała twoja rozkoszna, miła „córunia”? Być może we wczesnym dzieciństwie córki słyszałaś ostrzeżenia: „Poczekaj, aż wejdzie w okres dorastania” albo „Naciesz się nią, póki możesz”. Uprzedzano cię, że wasze relacje zaczną się rozluźniać, a może nawet rwać mniej więcej w czasie, gdy sprawisz córce pierwszy sportowy biustonosz. Ale dojrzewanie wydawało się wówczas odległe o całe wieki. Poza tym wam coś takiego nie mogło się przydarzyć. Rozwinęła się między wami bliska więź, taka, jaką zawsze pragnęłaś mieć z własną matką. Pielęgnowałaś zwyczaj porannego przytulania w łóżku, wspólnych wygłupów; hołubiłaś cenne rysunki oraz płynące prosto z serca wiersze, którymi cię obdarowywała.

Ty i twoja córka

Nie wiem, co ostatnio wstąpiło w moją córkę. Pewnego dnia zadzwonili znajomi spoza miasta z informacją, że właśnie przyjechali, i pytaniem, czy mogliby wstąpić na obiad. Oczywiście zgodziłam się i zadzwoniłam do domu, by poprosić piętnastoletnią Melanie o pomoc w doprowadzeniu kuchni do porządku i nakryciu stołu. Gdy zaraz po pracy wpadłam do domu, zastałam kuchnię w nieładzie, a Melanie siedzącą na górze w swoim pokoju, za zamkniętymi drzwiami, i przeglądającą stos płyt kompaktowych. Kiedy całkiem spokojnie zapytałam, dlaczego nie zrobiła tego, o co prosiłam, odparła, że zapomniała. Wzruszyła ramionami, nie przerywając układania płyt. Już ostrzejszym tonem zażądałam, by mi pomogła, i to natychmiast! Powiedziała „okej”, ale nawet nie drgnęła. Zaczęłam więc krzyczeć, żeby ruszyła tyłek i zeszła na dół. Miała czelność spytać, o co robię „taką aferę”! Gdy burknęła pod nosem, że ja też wcale nie jestem „panią Niezawodną”, zrozumiałam, że sięgnęłyśmy dna. Powiedziałam wtedy pierwszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy: że ma szlaban na wyjścia z domu… aż do odwołania. Alice, czterdzieści sześć lat Matka zachowuje się kretyńsko. Byłam w trakcie rozmowy z najlepszą przyjaciółką, która miała naprawdę straszny problem. Przypuszczała, że chłopak chce ją rzucić, więc oczywiście okropnie się gryzła, a ja musiałam ją podnieść na duchu. A tu matka dzwoni na drugi numer i każe mi odłożyć słuchawkę. Jakby moje rozmowy w ogóle się nie liczyły. I kiedy wreszcie udało mi się uspokoić przyjaciółkę, matka wraca do domu, wparowuje do mojego pokoju i wrzeszczy z powodu jakiejś głupiej kuchni. Co miałam zrobić? Gdybym nie uprzątnęła płyt, też by się wydzierała, że mam w pokoju bałagan. Cokolwiek zrobię, marudzi. Jest wiecznie niezadowolona!

error: Content is protected !!